Mam 17 lat, i dopiero od niedawna "praktykuję" (jeżeli można tak to ująć

) stały seks z moją nową dziewczyną. Wcześniej, raczej opierało się to na jakimś wydarzeniu (impreza, wakacje itp.). Moja dziewczyna ma 18 lat. Kochamy się jak króliki

. Zawsze wszystko robiłem z głową, nigdy nawet po pijaku nie uprawiałem seksu z kobietą bez zabezpieczenia. Po prostu wydaje mi się to absurdalne, i nie wyobrażam sobie sytuacji w której to zarażam się HIV, czy też zostaje ojcem. I w niedawnej rozmowie właśnie z moją dziewczyną, usłyszałem: "uwierz mi, naprawdę jest mało facetów tak dbających o zabezpieczenie". Potem po kilku rozmowach, dowiedziałem się, że potrafiła kochać się ze swoim wcześniejszym partnerem bez zabezpieczenia. No, ok w przypadku antykoncepcji hormonalnej jak najbardziej ok. Lecz tego w tym przypadku nie było... Jej argumentem na tamten okres było, że "nie dochodził w niej"... Dla mnie był to mocny gwóźdź. Zapytałem się jej wprost:"gdzie ty kobieto miałaś głowę?", kiwnęła ramionami i nie wiedziała co odpowiedzieć. Najśmieszniejszy wydaje mi się fakt, że została ona wychowana w rodzinie bardzo otwartej na tematy seksualne, i takie zachowanie nie pochodzi z niewiedzy. Myślałem, że to odosobniony przypadek, a tu bam kolejny gwóźdź

: Jej współlokatorka (22 lata) kocha się bez zabezpieczenia od 2 lat, bo tak sprawia jej seks więcej przyjemności i w dodatku pozwala partnerom na wytrysk w sobie. Wow, ale jakby tego było mało: Opowiedziałem o owej współlokatorce mojej siostrze (lat 19) i dialog wyglądał następująco:
- (Przedstawiam sytuację)... i uprawia seks bez prezerwatyw nie bojąc się o zajście w ciąże.
- No, ok; ale to jest możliwe...
- Tak, rozumiem ale ona nie bierze żadnych tabletek.
- No, ale nie dochodzi w niej, tak?
No tak zmienia to cokolwiek... ehhh Jeszcze kilka sytuacji ostatnio właśnie w tym kontekście antykoncepcji do mnie "trafiło". Rozumiałbym gdyby, owe dziewczyny były typowo niedokształcone w tym temacie, lub też wyjątkowo młode (albo "puszczalskie"), ale to są według mnie normalne myślące kobiety.
Czy to ja jestem przewrażliwiony? Bo już naprawdę nie wiem, czy przesadzam i rzeczywiście takie zjawiska jak kropelkowanie, przenoszenie rożnego rodzaju wirusów lub bakterii (nie koniecznie HIV) tak naprawdę jest wręcz znikome i można uznać to za przypadki ekstremalne?
Przygniata mnie to trochę, i przeraża. Nie ukrywam, że fakt, że moja dziewczyna była zdolna do takiej bezmyślności (w moim mniemaniu) również to potęguje. Pocieszam się, że teraz pokazałem jej co to jest odpowiedzialność i nauczyła się jej.